środa, 31 lipca 2013

Batalion misiów – Artbook z 1991

"Batalion misiów" to tytuł opowiadania, którego pisanie ukończyłem 7 marca 1991 roku. Po niespełna dwóch tygodniach – 18.03.1991 – wykonałem artbooka o wymiarach 8,5 na 9 cm: okładki z papieru czerpanego, maszynopis. 
Książka istnieje w jednym egzemplarzu i prezentuje się następująco:



Papier pożółkł:



Ale tekst jest czytelny:


Strona końcowa:

A oto kilka wybranych "fotografii misiów pochodzących ze zbiorów autora", opublikowanych w książce:








Miłej lektury przyszłego cyfrowego wydania:




wtorek, 30 lipca 2013

Zagubiony post...

A propos niewykorzystanych misiów i wykorzystanych fotografii. Tutaj zdjęcie z wcześniejszego posta, jako tło w pewnej publikacji, oczywiście pochodzącej z naszych ulubionych lat 90.


[Krzysztof Jaworski, Przewidywanie przyszłości, w: Ostry nawrót dekadencji, Poznań 1997]

O przewidywaniu przyszłości będzie jeszcze...

Sesja z misiem...

Obiecana "sesja z Misiem", wykorzystana potem jako okładka zbioru opowiadań "Batalion misiów" (2001)






Jak wykazała przeprowadzona ostatnio "burza wspomnień" sesja ta odbyła się w Krakowie w roku 1998 albo 1999, w którymś z poaustriackich fortów, którym był najprawdopodobniej "Fort kleparski"... A jako bonus-niespodzianka fotografia, która nie została wykorzystana w książce:



Autorem wszystkich fotografii jest Wojtek Wilczyk, który zaprojektował również okładkę do drugiego wydania elektronicznego. O misiach będzie jeszcze...

poniedziałek, 29 lipca 2013

Przejdziem Odrę...

Konkretnie w czerwcu 1996 roku...





Są dwa powody, dla których uważam wybrany wiersz za ważny. Po pierwsze, takie mnie ostatnio pytania nachodzą, więc postanowiłem o tym napisać, może kogoś też nachodzą podobne, więc jak przeczyta, to się dowie, że nie tylko jego nachodzą, innych też, szczególnie mnie. 
Po drugie, wiersz ten nadaje tytuł całemu zbiorkowi poezji, uznałem go więc za reprezentatywny dla całej książki . 
Ale z tą ważnością to też różnie bywa. Co dzisiaj wydaje się ważne, jutro okazuje się nieważne. I odwrotnie. Chciałem przez to tylko powiedzieć, jakie smutne czasy nam nastały, i przypomnieć, że czasy zawsze są smutne. 
Kolejna sprawa to jednoznaczne odpowiedzenie sobie na pytanie: „Gdzie człowiek, co z mej pieśni myśl całą wysłucha"? Zakładam przy tym, że problem: „Samotność - cóż po ludziach, czym śpiewak dla ludzi"? został rozwiązany wcześniej, więc grunt przygotowany, niejako. 
Otóż doświadczenie nauczyło mnie, że jednak wysłucha. W swojej krótkiej, ośmioletniej karierze twórczej byłem już bowiem nieletnim, infantylnym plagiatorem amerykańskich wierszyków, sadystycznym zboczeńcem, homoseksualistą i chorym psychicznie perwersem, kolesiem, który „przełamał znane stwierdzenie Sartre'a, że każda technika ma swoją metafizykę i posługuje się tylko jedną połówką" (sic!), pornografem, grafomanem, a ostatnio udało mi się zostać również propagatorem hitleryzmu, ideologii faszystowskiej, moralnym zerem opluwającym własną ojczyznę, w szczególności literaturę polską, nie mówiąc już o symbolach narodowych, natomiast w mieście, w którym przyszło mi żyć i pracować, uchodzę dodatkowo za osobę pochodzenia semickiego. 
No i czyż nie można mówić tu o wysłuchaniu? Tak więc „z drżenia ziemi, czyż ludzie głąb nurtów docieką"? - docieką, „gdzie pędzi, czy się domyślą "? - domyślą. 
Moja głęboka wiara w nas - wszystkich ludzi tego doskonałego świata, szczególnie zaś wiara w krytyków literackich, ludzi pióra, radia i telewizji oraz ich błyskotliwy intelekt, daje mi niepodważalne podstawy do zaryzykowania stwierdzenia, iż, po pierwsze: poezja nie jest dla wszystkich, po drugie: nie da się jej wytłumaczyć, po trzecie: trzeba wziąć miskę i iść powoli w kierunku tej białej linii. Albo w kierunku tamtej białej linii. Ale to już według uznania.
[Krzysztof Jaworski, Mój wiersz, "Odra" 1996, nr 6, s. 81]

O "Czasie triumfu gołębi" będzie jeszcze... 

Cyfrowy Batalion już wkrótce...

A tymczasem tył okładki papierowego wydania z 2001 r.
Autorem fotografii jest Wojtek Wilczyk.



niedziela, 28 lipca 2013

Andrzej Lenartowski – Maszyna do czesania motyli 1994

Wyraźniejsza fotografia:




z książki: 



oczywiście z dedykacją z roku 1995:


o wydawnictwie Miniatura będzie jeszcze...

O Andrzeju Lenartowskim Leszek Żuliński 1997

Fragment wywiadu Leszka Żulińskiego z Andrzejem Lenartowskim


w którym Andrzej mówi o:


A na końcu o: 


[Leszek ŻULIŃSKI, Między wierszami: rozmowy o życiu i literaturze, Kielce 1997, s. 166-172: "Mam gdzieś małe miasteczka"]

Lenartowski – Hrabal – 1997


Andrzej Lenartowski

Dzień w którym umarł hrabal

I

na przykład wuj pepi Wlazł na browarny komin
z ogromną wiarą że jeśli uciekać to ku obłokom
i jeśli przypominam sobie swoją pierwszą lekcję tańca dla początkujących to widzę
wuja pepi Wychyla się z chmur
a nad nim wspina się cienka kreska dymu jak drabina do Pana Boga
ostatnio w moim śnie wuj pepi spadł
nie było w nim nic z ptaka
spadał jak tobół I nie przebudziłem się
patrzyłem na ten złachmaniony
tobół leżący w cieniu drabiny do Pana Boga
a potem zobaczyłem jak cień drabiny
rozwiewa się niczym browarny komin i zobaczyłem
że wuj pepi bardzo się wstydzi i nic nie może poradzić
chciałem uciec z tego snu l powiedziałem cicho
mamo Mamo A kiedy otwarłem wreszcie oczy
zobaczyłem gołębie spacerujące po parapecie
i rozmazany szarym śniegiem poranek A może wydawało mi się
że poranek Obok ktoś kasłał na łóżku a ja myślałem
że trzeba nakarmić gołębie Szpitale i więzienia całego świata
wspinają się na skrzydłach gołębi
i cały czas widziałem wuja pepika leżącego w rozwianym cieniu Jak tobół

II

gołębie w składzie makulatury Tomy skrzydeł gotujących się na zmielenie
ten trzepot ptasi rozbijający się o kraty Hegel bezradny jak chłopiec
przed postrzyżynami I augustyn zastygły nad oceanem
pogodzony z brzegami dziecinnego wiaderka A wokół
ogromna maszyna do mielenia I niewidzialny mechanizm
wyznaczający ptasie przeloty Od maszyny do maszyny

III

starałem się lecieć cicho W długich zdaniach
szybujących tuż nad ziemią Żeby widzieć dokładnie
i nie przeoczyć Jak wytłumaczyć dzisiaj
że żyłem w czasach gdy poeta musiał latać blisko traw
nie było miejsca na fajerwerki i pokazy akrobatyczne
a poza tym każdy wie że najtrudniej latać
tuż nad ziemią Kiedyś przefrunąłem
nad balią atlantyku Do dzisiaj nie wiem po co
w nowym jorku zająłem się degustacją piwa
jakie takie choć gdzie mu do choćby do pardubickiego
chciałem jakiemuś facetowi opowiedzieć jak smakuje piwo
gdzie ptasie przeloty wyznaczane są przez
niewidzialną maszynerię Opowiadałem
jak wygląda mój świat widziany z browarnego komina
to nie był głupi facet tłumaczył mój lot nad trawami na język
nowego jorku I jedyne słowo które zrozumiał
bar Jak przekonać takiego faceta
że świat nie znaczy koniecznie nowy jork
i cały czas myślałem o powrocie na drugi brzeg balii
zapomniałem kupić coś żonie a przecież ona
czekała na ten list z wymyślonego kraju
gdzie w opowieściach baseny wypełnione są piwem i mają kolor
plastra miodu Kupiłem jej na lotnisku w pradze
okulary słoneczne i powiedziałem że przeleciały ze mną
nad atlantykiem Mój Boże Ona do końca klękała przed nimi
jak przed relikwią Oglądała przez nie świat
i widziała amerykę A ja nie ośmieliłem się jej opowiedzieć
że piwo tam ledwie jakie takie Nie wolno nikomu zabierać okularów
kiedy zmarła widziałem jak z moich traw odlatują motyle
nie włożyłem okularów do grobu Czasami patrzę przez nie
i widzę moją żonę jak nadlatuje ku mnie znad tunelu manhattanu
i dopiero dzisiaj wydaje mi się że polubiłbym piwo w nowym jorku

IV

lot nad chmurami to sen dyktatora I tyle po nim pozostaje
rozwiany obłok Rdzawy ślad wypalonych ogrodów
i wiatr pędzący cień browarnego komina
bruegel wiedział o tym dobrze i pewnie nie przypuszczał
że ktoś wymyśli maszynerię wytyczającą szlak ptasich
przelotów I przyszpili ikara w martwym albumie

V

wracając do żony Była podobna do tej która nie opuszczała chandlera
a kiedy wreszcie odleciała jak tamta Kiedy pozostały po niej okulary
przez które dokładnie widać było nowy jork Kiedy
muszę przerwać na chwilę Zawsze bałem się łzawych zdań
często widziałem jak przez mroczne zakamarki przelatuje marlowe
a kiedy budziłem się ona parzyła kawę Koty przeciągały się leniwie
i gęste krople krwi jaśniały niczym rozdzwoniony tramwaj
laleczkom odrastały włosy I żony wracały do swoich
gangsterów teraz boję się snu Boję się spadania
kiedy pozostały po niej
tylko okulary co noc spadam z wysokich schodów
a dzisiaj z komina spadł wujek pepi Jak tobół

VI

pomyślałem o gołębiach A może chciałem wyrwać się z tego
snu w którym wuj pepi spadał jak tobół I czułem się tak
jakby to opadły skrzypce z rozkołysanego nieba chagalla
i jakby ktoś roztrzaskał porcelanowe nuty mozarta
pomyślałem że wszystkie szpitale I wszystkie więzienia
unoszone są na skrzydłach gołębi

VII

skoro wspomniałem o chagallu
przelot nad witebskiem A witebsk jak smutny znaczek
pocztowy naklejony na śnieżną cerkiew Chagall zawsze pamiętał
żeby człowiek zajmował dużo miejsca
chagall lubił latać nisko Jak ja Blisko dachów
na dachach spotykał skrzypków i wypełnione mlekiem krowy
i krowy grały na skrzypcach I były równie piękne
jak smutni aniołowie Na rozkołysanym
niebie witebska nie ma ikara
chagall lubił latać nisko Jak ja
albo taki bruno schulz Wznosił się nad drohobyczem
w zdaniach długich Przecinki wplątane w kominy
wszechświata Niepotrzebne kropki turlały jak słońca po szarych
zaułkach i widać było wyraźnie
historię szeleszczącą pergaminem opowieści
jabłko I ewę Naiwną niczym znaczek pocztowy chagalla
naklejony na śnieżną cerkiew

VIII

i powiedziałem cicho Mamo Gołębie przypominały
rozmokłe śniegowe piguły Przestraszyłem się
że rozmokłe skrzydła nie utrzymają wszystkich szpitali świata
i powtórzyłem cicho Mamo Ale słyszałem tylko
czyjś kaszel Gołębie opadały jak niepotrzebne nuty
spojrzałem w dół I zobaczyłem wuja pepi
leżał na szpitalnym podwórcu jak tobół I chciałem
spojrzeć przez okulary których nie włożyłem do grobu
żeby uciec z tego snu Ale gdy sięgałem
gdy już Już A przecież zawsze latałem nisko Jak trzmiel

[Pierwodruk: "Świętokrzyski Kwartalnik Literacki" 1997, nr 1, s. 27-29.]

"Od Ojca"...

Kiedyś, wyprosiłem u Andrzeja Lenartowskiego, bym mógł się doń zwracać per "Ojcze". I tak już zostało, ja mówiłem do niego "Ojcze", a on do mnie "Synu". I taką też dostałem dedykację na poemacie o Hrabalu...




Cały poemat wkrótce...

"Pod prąd" okładka 1999

Okładka "Pod prąd" z 1999 r.
Przód:



i tył:



A autorem zdjęcia jest Wojtek Wilczyk, o czym już PIW nie raczył poinformować...


"Pod prąd" na czytnikach... 2013

Kochani Czytelnicy,
przysyłacie fotografie, na których "Pod prąd" prezentuje się na czytnikach, 
tu Kindle:




A tu Kindle Paperwhite:



I jeszcze jeden Kindle


Śmierć Peipera

Andrzej Lenartowski,
jak głosi jego podpis "schyłek maja 1997"



Andrzej Lenartowski

śmierć peipera

I

manifest czyli księga kelnera

mitologia każdego czynu jest historią pieniądza Parnas 
zrównał się z wysokością lady sklepowej To ja wymyśliłem
i to prawo będzie obowiązywać Cała reszta musi się dopasować 
artysta to taki facet który posiadł sztukę dopasowywania 
najsprytniejsi dopasowali się w modern plebejski

dobrze wiedziałem co robię kiedy wymyśliłem moich dwunastu 
czytelników To dobra liczba do rozmnożenia na obie półkule
i jeszcze dalej Dla mnie plebs to było święto 
Widziałem ten wielki teatr tłumu Światła I cieni Postawiłem znak
równania między społeczeństwem a plebsem Nie słyszałem

jeszcze wtedy śmiechu mojego śledczego Po raz pierwszy zobaczyłem 
go w małej wiosce pod kujbyszewem To było moje
pierwsze jasnowidzenie Płynął przede mną pod postacią 
skrzydlatego oka Ale gdy wymyślałem plebs byłem ślepy 
nie wiedziałem że na końcu równania pojawi się gnom

wynikiem każdego równania jest gnom Dzisiaj wiem już 
o tym Kelner który wie wszystko i wie lepiej
taki burmistrz dwudziestego pierwszego wieku 
z ogromnymi cycami Coraz częściej śnią mi się 
rozdziały historii filozofii Ekspres do kawy a

teoria poznania Ontologia kelnerskich podwiązek
wuzetka czyli idealizm Albo agnostycyzm kuchennego zaplecza 
no i tak dalej Nikt nie prześcignie spółki
kelnerów i filozofów Krzyżówka mutant Wymysł
nowego wieku A jeszcze przecież się nie zaczął

II

żyd czyli ucieczka

uciekałem Pewnie że mogłem w inną stronę Za inną granicę 
czy to ważne dla żyda za którą granicę ucieka? I tak
trzeba będzie uciekać jeszcze dalej W przeciwieństwie
do granic ucieczka jest niepoliczalna I dziwię się że może mieć 
liczbę pojedynczą To wszystko może szczegółowo wyjaśnić

mój śledczy A gdy przeczytacie o mojej ucieczce nie wiadomo kim będzie 
może minie już czas kelnerów I fryzjerów Choć to chyba
niemożliwe Kujbyszew Jakucja Ładnie brzmi dopóki
znaczy tyle co plamka w dziecinnym atlasie Ale ja nie pamiętam 
nie najlepiej z moją pamięcią Lepiej zapytać śledczego

on też odpowie czy wolności potrzebni są poeci Co wcale 
nie jest antytezą że poetom potrzebna jest wolność Trzeba 
sprytnie uciec z celuloidowego pudełka To cała sztuka życia
i kiedy zaczną pytać dlaczego uciekałem tam właśnie Dlaczego 
wygłaszałem Dlaczego wstąpiłem Dlaczego podpisałem Dlaczego

zgodziłem się kiedy inni z godnością wyrąbywali Albo układali 
tory Albo kopali i wydobywali I jeśli udało im się To ciągnąc 
za sobą godność i śmierć tych którym się nie udało zdobywali 
zawieszali flagi Walczyli ze skorpionami i innym świństwem 
pisali wiersze o piaskach mazowsza A potem A potem

ale ja już spłonę w swym celuloidowym pudełeczku i nie będę 
musiał nic tłumaczyć I jeśli coś mnie jeszcze cieszy
oczywiście prócz dup i cyców kelnerek to to że nie będę 
musiał niczego tłumaczyć Że nie będę musiał
odpowiadać Że nie będę musiał wymyślać

III

oko czyli śledczy

harenda Akwarium wypełnione herbatą Pełno pływających oczu 
przychodzę tu incognito i udaję peipera Był taki ale ja nie pamiętam 
ogólnie lubię dupy kelnerek To bezpieczne zajęcie Najwyżej
można dostać w mordę lecz bez dalszych zobowiązań One na hasło peiper
stają się nerwowe a cycki trzęsą się im jak łąki verdun

to śmieszne ale są tacy którzy myślą że śledczy podąża śladem
mój śledczy jest prze żnie przede mną Wie nim ja wiem Unoszę szklankę
i widzę w pływających oczach że on wiedział wcześniej To jest właśnie
największy wynalazek dwudziestego wieku Reszta to barokowe 
ozdóbki Wracając do kelnerek Niby śmieją się a coś kombinują

był taki jeden Wiesiek ratyński Student Amatorską kamerą kręcił
o mnie film Wtedy tylko mój śledczy wiedział o technice video Ten student
pisał też pracę roczną o gniewnych szeptach To dobry tytuł 
na rok sześćdziesiąty ósmy Stałem w oknie i widziałem
jak płynie ku mnie oko tej amatorskiej kamery

zamknął mnie w pudełku na łatwopalnej taśmie
każdy ruch opisany Żadnej niespodzianki Chciałem to wytłumaczyć 
rudej kelnerce Ona zdaje się ma największe cyce
chyba nie zrozumiała bo nawet nie klapnęła tymi cycami
poszła do bufetu i doniosła Kelnerki bardziej kombinują niż fryzjerzy

a dla mnie to przecież sprawa życia i śmierci O ile można tak 
trywializować zagadnienie Świat stoi przecież nie na żółwiach
ale wspiera się na cycach kelnerek I na dupach To jasne i po co dodawać 
tak trudno wytłumaczyć że świat jest ogromnym akwarium 
pełnym pływających oczu A poza tym czekam na pożar w celuloidowym pudełku

IV

śmietnik czyli jak zabić żyda

lokaj w białych rękawiczkach jak nieświeża lilia Nie był
żydem ale to on był moim pierwszym poematem Zapalał światła Wnosił 
półmiski Lilie czuć było olejem Czosnkiem I soczewicą Tylko ja widziałem 
rozkwitające pod kremowa kamizelką cyce W porze herbaty pęczniały
jak jezioro z czającym się na dnie potworem Lokaj Mój pierwszy gnom Ale o tym

dowiedziałem się później W dzielnicach śmietników Znam wszystkie Bliższe 
i dalsze Zawsze to bardziej wykwintne niż bary mleczne Tyle niespodzianek 
lęku Nadziei I dziecinnego drżenia Śmietniki przypominają mi zawsze
lokaja w białych rękawiczkach Również rozkwitają jak nieświeża lilia
raz znalazłem między starym pudłem po radiu philips a zużytymi do granic

sztuki pończochami wszystkie tomiki przybosia I jak nie kochać śmietników 
odniosłem na skup makulatury Tylko tam dają gwarancję że zmielą Nie 
chciałem ani grosza Nie mam zaufania do pieniędzy Zawsze spogląda z nich 
czyjeś oko Zamiast oka dostałem broszurę jak zabić żyda I przez cały wieczór 
układałem poemat pod tytułem historia literatury polskiej I tak na przykład

satyra na leniwych chłopów czyli jak zabić żyda Albo krótka rozprawa między 
panem wójtem a plebanem czyli jak zabić żyda Lub też pieśń o sobótce
czyli jak zabić żyda Żywoty świętych czyli jak zabić żyda Monachomachia czyli 
jak zabić żyda Ballady i romanse czyli jak zabić żyda Sen srebrny salomei
czyli jak zabić żyda Pan tadeusz czyli jak zabić żyda I tak dalej Pozytywizm

i literaturę współczesną zostawiłem polonistom choć wiem że oni zawsze 
znajdą sobie zajęcie Na przykład widziałem jak w wychodkach
buwu przebierali się za kelnerów Piszą książki kucharskie
i rozprawy o sztuce podawania sosów I wszystko modern z plebejskim 
pierdnięciem A gnom roznosi herbatę i kasuje rachunki

V

koniec podróży czyli pożar w celuloidowym pudełku

każdy kiedyś się gubi Na jakimś tam peronie W podróży
z jakiegoś kraju do innego jakiegoś kraju Jeden pic cała ta podróż 
ale widzę to dopiero dzisiaj Tyle bezsensownych pytań
i jeszcze więcej odpowiedzi Tyle niepotrzebnego strachu 
odlatujących dróżników I sentymentalnych konduktorów

tony skasowanych biletów Straciłem orientację Dlatego zacząłem
z nabożeństwem podpatrywać kelnerów Nie dość że mają ogromne 
cyce to zawsze wiedzą najlepiej Dziwię się że ktoś tam budował 
lunetę Czy batyskaf Nie lepiej było od razu zapytać kelnera?
ale Bóg mi świadkiem że kiedyś miałem swoją walizkę I widziałem

wszechświat przypominał podświetloną grę geometryczną 
ulice Place Dużo kątów prostych I tłum jak rzut sześcianu
każdy ma swój klasycyzm Potem wszystko się gmatwa Poeci piszą 
że ciemnieje Teoretycy pieprzą coś o dekadentyzmie
ja się nie dziwię że do akcji musi wkroczyć śledczy

nie byle jaki Musi przynajmniej wiedzieć tyle co kelner

wiek dwudziesty przyszedł za późno i błysk wojny wydawał 
się wybawieniem Dwudziesty pierwszy za wcześnie
nikt nie przypuszczał że będzie tak wyglądał Skrzyżowanie
kaczora donalda z ochlanym miszą I monstrualnym okiem śledczego

nijakie bydle przeżuwające Inaczej to sobie wyobrażałem Rozumiem 
ten chichot śledczego Coraz samotniej w moim celuloidowym pudełku 
miał być pożar a tymczasem ledwo się tli W rachunku wszechświata 
żadna różnica Oko obraca się leniwie Coraz przestronniej
w moim pudełku Miał być pożar A tymczasem ledwo się tli

Kapitalizm...

Amazon.com ustaliła cenę "Pod prąd" na
Ale w niemieckiej wersji sklepu kupić ją można za

Amazon.com $ 3.68

Amazon.de EUR 0,89

O kapitalizmie będzie jeszcze...

piątek, 26 lipca 2013

Batalion misiów – Digitally Remastered...

Batalion misiów i inne opowiadania (2001)

Już wkrótce ukaże się drugie wydanie "Batalionu misiów" w wersji cyfrowej na czytnik Kindle. Papierowy "Batalion misiów" wyszedł po raz pierwszy drukiem w roku 2001 w Białymstoku w wydawnictwie pisma "Kartki". Okładkę projektował Wojtek Wilczyk. O "sesji z misiem" widocznej na fotografiach będzie jeszcze...

czwartek, 25 lipca 2013

Grzegorz Dyduch... lata 90., Kraków

A ja lubiłem zawsze Grzegorza Dyducha, fajny był




nigdy nie opublikowałem tego wiersza, a lata 90. były to straszne ... 
GRZEGORZ DYDUCH OTWIERA MI OCZY – tak było... Przytulmy Grzegorza!

Dedykacja dla Andrzeja Lenartowskiego

Wiersz nie był nigdy publikowany, podarowałem go Andrzejowi osobiście, nie wiem czy zdecydowałem się w końcu na "wręczam" czy "podaję" – w każdym razie lata 90. – czyli w klimacie


Kto wymyślił Kielce? ... lata 90.

Andrzej Lanartowski...

"Tygodnik Powszechny" Redakcja 1996

A to? Czyja* fotografia?






*czyja – w znaczeniu: "kto ją zrobił"

Gazeta Robotnicza 1997 Roman Praszyński

Panie i Panowie... "Gazeta Robotnicza", Wrocław, Roman Praszyński, czy trzeba czegoś więcej? – "Gazeta Robotnicza"! Roman!!



Oddech Gór Świętokrzyskich... 16 kwietnia 1993

Ostrzegałem, że o Andrzeju Lenartowskim będzie jeszcze dużo.

Roman Praszyński o "Pod prąd" w... "ELLE"!

Tylko Roman Praszyński mógł tego dokonać. "Pod prąd" w "ELLE"! 
Rok 1999... 

Chapeau bas!

Lata 90. w słowach i obrazach

No i takie właśnie były te lata 90. – późne...


Witajcie w latach 90. bardzo

Ponieważ za poprzednie zdjęcie Żona / Małżonka op***/ skrzyczała mnie – wstawiam neutralne zdjęcie z czasów studenckich


Ela, Monika, ja, Małgosia

Witajcie w latach 90.

Kochani Czytelnicy, witajcie w latach 90.

Ale kto zrobił to zdjęcie? Kiedy? Po co? I – dlaczego? Zdecydowanie początek lat 90. może nawet rok 1992?