Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
środa, 3 grudnia 2014
Bajka
Krzysztof Jaworski, Bajka o dwóch rybakach [opowiadanie], [w:] Batalion misiów (Białystok 2001), s. 53.
Wersje elektroniczne książki dostępne na:
czytnik Kindle – http://tinyurl.com/Batalion-Misiow-Kindle
iOS (iPad, iPhone, iBooks etc.) – http://tinyurl.com/Batalion-misiow-iTunes
środa, 3 września 2014
Tyłek Joanny d'Arc
Tym razem opowiadanie ze zbioru Batalion misiów, sprzed lat 14 – TYŁEK JOANNY D'ARC – rzadko przypominane – i jako jedyne z tego zbioru nie pojawiło się wcześniej w prasie literackiej –
Krzysztof Jaworski, Tyłek Joanny d'Arc [opowiadanie], "Batalion misiów", Białystok 2001, s. 43-46.
Wersja elektroniczna: Amazon.com Batalion misiów - Kindle Edition
czwartek, 28 sierpnia 2014
Listy z pociągów
Już dawno nie było żadnego opowiadania, więc dziś przypominam Listy z pociągów – opowiadanie powstało około 1994 r., dwadzieścia lat temu...
Krzysztof Jaworski, Listy z pociągów [opowiadanie], [w:] Batalion misiów, Białystok 2001, s. 31-38.
poniedziałek, 7 lipca 2014
Spisek kelnerów
Spisek kelnerów i spisek kelnerów, a fryzjerzy? Czyżby zapomniano już o fryzjerach? Opowiadanie sprzed lat dziewiętnastu…
środa, 2 lipca 2014
Ikar 7:45-9:07
Dziś, w związku z ostatnią wyprawą, tak jakoś mi się przypomniało... Ikar (7:45-9:07) – opowiadanie sprzed lat 18...
Krzysztof Jaworski, Ikar (7:45-9:07) [opowiadanie], pierwodruk: „Bundesstrasse 1” 1996/97 nr 10, s.12-13; przedruk książkowy: Batalion misiów i inne opowiadania (Białystok 2001), s. 49-51.
piątek, 10 stycznia 2014
Zenon Przesmycki podchodzi do okna
Wczoraj nadszedł pocztą 10 nr "Chimery" z 2013 roku, a wraz z nim utwór Zenon Przesmycki podchodzi do okna –
Dla wygody wersja tekstu tak, jak powinna być wydrukowana:
Krzysztof Jaworski
ZENON PRZESMYCKI PODCHODZI DO OKNA
Pamiętnik okresu pobłażania
Zenon Przesmycki podchodzi do okna.
Boże, ileż ja się w życiu tych Zenonów Przesmyckich naczytałem, nasłuchałem, naoglądałem. Życie w Zenonach Przesmyckich. Wszystkie stadia: bicie piany, dorabianie dupie uszu, rzeźba w gównie. Przewalone 3 tony węgla. Już rzygam tymi Zenonami. A mimo wszystko Zenon Przesmycki wciąż i wciąż podchodzi do okna.
Zenon Przesmycki podchodzi do okna. Po zajęciach z creative writing rozpiera go energia.
PELEAS I MELIZANDA.
INT. KITCHEN – DZIEŃ. MELIZANDA czesze włosy i smaży kotlety. MELIZANDA (krzyczy): Peleasie to ty? PELEAS zatrzymuje się w livingroomie z teczką pod pachą i podejrzliwie wącha powietrze. PELEAS (do siebie): Znowu kotlety przypalone. MELIZANDA: Chodź jeść! Obiad ci zrobiłam. PELEAS obserwuje muchy latające wokół żyrandola i spogląda pod nogi. PELEAS: No nie...!!! Jebany koń tu nasrał! Tyle razy mówiłem, żebyś go do salonu nie wpuszczała! (W oddali niknie rżenie i tętent końskich kopyt). PELEAS (krzyczy za koniem): Jeszcze raz cię tu, chuju, złapię, to ci wszystkie te różowe włosy z dupy powyrywam! FADE OUT. BATHROOM. MELIZANDA rzyga do sedesu. INT. MELIZANDA’S APARTMENT – NIGHT (ON COMPUTER SCREEN): <pretty_meli_girl > oh no omg sry plz / <god> u loserz lolz!!! INT. HOSPITAL CORRIDOR – DZIEŃ. PELEAS chodzi nerwowo od ściany do ściany. NURSE: Ma pan syna! Może pan pogratulować żonie! PELEAS wbiega z kwiatami na salę porodową. PELEAS: Kochanie…! Na łóżku leży uśmiechnięta MELIZANDA, przy jej boku maleńki różowy źrebaczek, ssie pierś. PELEAS upuszcza kwiaty na podłogę. NURSE: Wykapany tatuś!
Zenon Przesmycki podchodzi do okna. Praca.
Praca sprowadza na niego jakąś melancholię taką, przechodzącą stopniowo w agresję, zakończoną depresją. Przygnębiony, popisuje się przed samym sobą próbą aforyzmu:
Władysław Bełza
już nie pełza.
Leży w grobie.
We Lwowie.
Zenon Przesmycki podchodzi do okna.
Podszedł.
Tak wzruszającą historię mogło napisać tylko prawdziwe życie.
Zenon Przesmycki podchodzi do okna. Jego opowieść o sile miłości, czułości i poświęceniu. Jedyny seks oralny na jaki mógłby liczyć miałby miejsce wtedy, gdyby jakimś (niewytłumaczalnym) zrządzeniem losu wytarł sobie fiuta w ręcznik, a potem jakaś (przypadkowa) kobieta, tym samym ręcznikiem wytarłaby sobie twarz.
Świat jest pełen zdrowych emocji.
Zenon Przesmycki podchodzi do okna. Pierwsza wersja „Imienin” Wyspiańskiego drażni go.
OSOBY DRAMATU: PAN DOMU, PANI DOMU, GOŚĆ, ŻONA GOŚCIA. DEKORACJA: Stół. AKT 1. Scena 1. GOŚĆ: Zdrowie. PAN DOMU: Zdrowie. ŻONA GOŚCIA: Sto lat. PANI DOMU: Sto lat. ŻONA GOŚCIA: Niech mu gwiazdka. PAN DOMU: Oby nam się. GOŚĆ: Lepsza od chleba, bo gryźć nie trzeba. PANI DOMU: Coś na ciepło. Flaczki? GOŚĆ: A chętnie. ŻONA GOŚCIA: A słoninka jaka chudziutka. PANI DOMU: Bóg zapłać. PAN DOMU: I na drugą nóżkę. GOŚĆ: Gruchniem bo spuchniem! PAN DOMU: Pierdykniem bo odwykniem. GOŚĆ: I buch teściową w klatkę piersiową. PAN DOMU: No to proszę bardzo. Scena 2. Parking przed blokiem. Północ. GOŚĆ: Pojadę. ŻONA GOŚCIA: Nie pojedziesz. GOŚĆ (upiera się): Pojadę. ŻONA GOŚCIA: Nie pojedziesz, bo piłeś. GOŚĆ: Prawie nic nie piłem. Przysięgam się. PANI DOMU: Zabierzcie mu kluczyki, to nigdzie nie pojedzie. GOŚĆ: Nie oddam. PAN DOMU: Nie pojedziesz nigdzie, bo ci odkręciliśmy koła. GOŚĆ: A to nic, i tak pojadę. ŻONA GOŚCIA: Nie pojedziesz. GOŚĆ: A właśnie, że pojadę. (Wsiada do samochodu, próbuje włożyć kluczyk do stacyjki, zapala silnik, ale nie może ruszyć, bo ma odkręcone koła). GOŚĆ: Kurde, nie jedzie. PAN DOMU: A nie mówiłem. PANI DOMU: No to prosimy z powrotem do nas. ŻONA GOŚCIA: Wyłącz ten silnik. PANI DOMU: Proszę na górę, przekąsimy coś. Jeszcze flaczków zostało. PAN DOMU: Tylko, że wódeczka się skończyła. GOŚĆ: A to można zamówić przez taksówkę. PAN DOMU: A po co zamawiać? Ja pojadę. PANI DOMU: Nigdzie nie pojedziesz. PAN DOMU: Pojadę, po co przepłacać za taksówkę. PANI DOMU: Mówię ci, że nie pojedziesz, tobie też koła odkręciłam.
Nie, no, stary. Przede wszystkim popracuj nad tytułem. Whaddaya say, madafaka!
Zenon Przesmycki podchodzi do okna.
Kto ty jesteś? Polka mała. Jaki znak twój? Pederasta.
Boże co się stało z tym biednym krajem. Skończ już z tymi aforyzmami.
Czy słodzi czy nie słodzi?
Dwie słodzi, dwie nie słodzi.
(Zenon Przesmycki podchodzi do okna)
Zenon Przesmycki podchodzi do okna.
Czy Poznań należy zaorać?
Zdecydowanie.
Zenon. Jedna sprawa: nie wysyłaj do mnie SMS-ów Premium bo to, że ktoś ci napisał, że to będzie kosztować 50 groszy, wcale nie oznacza, że faktycznie tyle to będzie kosztować. I, aha: nie podawaj nikomu swoich prywatnych danych. (PS. Co ty w Simy nie możesz przejść drugiej misji?)
Zenon Przesmycki podchodzi do okna.
Panie i Panowie – tadaam! – Zenon Przesmycki – sól tej ziemi!
– Zimy?
– Jakiej zimy?
– Powiedziałeś sól tej zimy? Dlaczego zimy? Będzie zima?
– Ziemi, powiedziałem sól tej ziemi.
Zenon Przesmycki podchodzi do okna.
Okno już tam było.
Zenon Przesmycki podchodzi do okna.
Nie wstydzę się używania Google Tłumacza do przekładu Księgi Rodzaju z języka hebrajskiego: „A ziemia była pustkowiem i chaosem, i ciemność – twarz głęboko, a Duch Boży – najechanie nad wodą”.
Nie żeby tak od razu nie żyć śmiercią jakąś, ale też nie i żyć życiem, bo i we mnie jest chęć życia jakaś, ale i chęć nie-życia jakiegoś równocześnie. Bo przecie nie śmierci. Jako takiej. Samej w sobie. το ον. Która jest.
Zenon Przesmycki lubi to.
22 godz. temu.
I pamiętaj, Zenon, w gastronomii nie można niczego zaplanować.
Zenon Przesmycki podchodzi do okna.
– Przeestetyzowani dupodajcy – pomyślał.
– I dupojebcy – dodał jego głos wewnętrzny
– I dupojebcy – przytaknął głosowi wewnętrznemu. W 1894 nie dyskutowało się z głosem wewnętrznym.
Pytanie z sali:
Jak staram się pisać?
Staram się pisać tak, żeby potem nikt nie mógł tego zacytować.
Krzysztof Jaworski
Krzysztof Jaworski, Zenon Przesmycki podchodzi do okna. Pamiętnik okresu pobłażania [opowiadanie], w: "Chimera" 2013 nr 10, s. 76-78.
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Opowieść wigilijna
Krzysztof Jaworski
OPOWIEŚĆ WIGILIJNA
Pewnego dnia, a był to najpiękniejszy ze wszystkich dni roku, Wigilia Bożego Narodzenia, pewien smutny chłopiec o nietutejszych rysach siedział pod murem kamienicy i chuchał w ręce zgrabiałe z zimna od trzymania kartki z napisem w niezrozumiałym dla siebie języku.
Mróz był dotkliwy i przenikający, czas mglisty. Z perspektywy ulicy smutny chłopiec o nietutejszych rysach mógł oglądać jedynie buty miejscowych przechodniów tupiące o bruk. Przez wszystkie szpary i dziurki od klucza, zamki pojazdów czterokołowych, nieszczelne okna domostw, zabite deskami dziury w ścianach, krzywe podłogi, nie domykające się okna przedziałów kolejowych klasy I, jak i wszelkie inne miejsca, jakie tylko można sobie wyobrazić, wciskało się zimno i spłoszone buty szurały to tu, to tam, to w lewo, to w prawo, aby się cokolwiek rozgrzać w przygotowaniach do mającej nastąpić uroczystej wieczerzy.
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Podaruj misia
Krzysztof Jaworski
BATALION MISIÓW
- Hej, człowieku, skąd wytrzasnąłeś tego porucznika? - pytały misie, obserwując porucznika, który był jedynym człowiekiem w ich batalionie.
- Przewiozłem go statkiem - powiedział miś.
- Przewiozłeś go statkiem? - pytały podenerwowane misie.
Bezradność poprzedniego porucznika zupełnie wyprowadzała je z równowagi.
Batalion misiów (około trzystu misiów), był jedynym batalionem misiów, który do tej pory nie miał swojego porucznika.
Pochrapywanie utrudzonych misiów.
Misie zlizywały miód, głaskały brzuchy mrucząc bezwładnie.
- Nieźle - powiedział miś, posyłając turecki uśmiech swoim obolałostopym łapkom.
Wszystkim misiom łapki powykrzywiały się od forsownej konnej jazdy.
Konny batalion misiów galopował do ataku.
niedziela, 15 grudnia 2013
SMS-Y ZEBRANE
Subskrybuj:
Posty (Atom)





































