Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 października 2015

Tymczasem Faust

Dziś właśnie dotarł do mnie katalog wystawy Wojtka Wilczyka (nie)widzialne / (in)visible! 




Katalog wygląda naprawdę świetnie! I tą drogą dziękuję również za dedykację: 

Na stronie 21 polecam tekst Wojtka (Nie)przezroczystość:

A na stronie 48. natknąłem się na reprodukcję fotografii, którą bardzo lubię – 


a która przed laty w naszej wspólnej książce Kapitał (2002) sąsiadowała z moim wierszem Tymczasem Faust:



O wernisażu wystawy Wojtek pisał na swoim blogu -> link. 
Ekspozycja potrwa do 4.01.2016.

środa, 5 sierpnia 2015

Widokówka z miasta europejskiego

Nie dalej jak 24 listopada 2013 zastanawiałem się na tym blogu (patrz wpis), kiedy zostały wykonane fotografie, które dostałem w prezencie od Wojtka Wilczyka. 


 Dokładny czas nadal pozostaje tajemnicą (na pewno rok 1999), natomiast całkiem niedawno odwiedziliśmy miejsce ich wykonania. 


I po 16 latach prezentuje się ono następująco: 

Wojtek Wilczyk, Kraków 2015, fot. K. Jaworski



* fotografię zamieszczam za zgodą Wojtka Wilczyka.

sobota, 1 marca 2014

Sobota z poezją XI

W dzisiejszej, tradycyjnej już, nietypowej sobocie z poezją – sobota z poezją obrazu – 

Jaworski fotografuje Konopnicką, Lwów 07.10.2003, fot. ZJA
O Marysi będzie jeszcze...

środa, 12 lutego 2014

Mistrz dedykacji

Niekwestionowanym mistrzem dedykacji pozostaje oczywiście Krzysztof Śliwka, od którego osiemnaście lat temu otrzymałem taką oto dedykację na jego książce – 




Przyznacie Państwo, że ciężko to będzie przebić, prawda…

A kilka dni temu nadeszły archiwalia od Krzysztofa: 





Jak pisze Krzysztof fotografie pochodzą z Gliwic, z Klubu Perełka, i jest to rok 1996.
I teraz pytanie: Co ja robiłem w Gliwicach (?), w Klubie Perełka (??) w 1996 (??), trzeźwy (??). ?

wtorek, 28 stycznia 2014

Tajemnice kuchni - 5 poematów

Kontynuując temat okładek dziś wracam do historii "5 poematów". Powstanie tej okładki (jak i zawartych w książce grafik) poszło wyjątkowo sprawnie. Pisałem już, że pierwszy raz spotkaliśmy się z Januszem Tyrpakiem w Kopenhadze 1 lutego 1996 roku, czyli osiemnaści lat temu (link). Wtedy wpadł nam do głowy pomysł na wspólną książkę. Nie wiem, czy nie będzie to trochę zdradzanie "tajemnic kuchni", ale kilka dni później po tym wstępnym spotkaniu – Janusz miał już pomysł na okładkę – co potwierdza poniższa fotografia:

K. Jaworski, Janusz Tyrpak, Kopenhaga 5.02.1996 (fot. M. Jaworska)

Po powrocie do Polski dość szybko dostałem makietę całej książki, zachował się w moim archiwum list Janusza z  28.02.1996 - w którym bardzo pięknie ten cały projekt rozrysował i opisał (poniżej jego fragment): 







Jak widać Janusz zatytułował fotografię "Nosek w nosek" i wykorzystał na okładce (na tym blogu publikowałem wcześniejszy jej szkic - link) i ostatecznie w książce zaprezentowała się następująco:


Przy okazji cyfrowego wydania "5 poematów", jeszcze kilka grafik z książki na pewno się pojawi...

wtorek, 10 grudnia 2013

Towarzysze Broni

Przygotowuję się do opisania historii Kameraden – mojej książki poetyckiej wydanej – a raczej nie wydanej – przez – jak to określa Wojtek Wilczyk – pewne "miniaturowe wydawnictwo" w roku 1994. Egzemplarzy istnieje kilkanaście, sam mam około 6 sztuk i starałem się je skrupulatnie zgromadzić. Toteż jakie było moje zdziwienie, kiedy na Targach Książki Historycznej w Warszawie (na których podpisywałem Dandysa, moją książkę biograficzną o Jasieńskim wydaną w 2009 w "Iskrach" – o tym też kiedyś będzie wspomnienie...) zjawił się Piotr Banasiak – wówczas prezes warszawskiego Towarzystwa Miłośników Brunona Jasieńskiego i ... przyniósł jeden z egzemplarzy. A na dowód tego historycznego wydarzenia – fotografia pamiątkowa (z 28 listopada 2009, czyli sprzed lat czterech...):


P. Banasiak, K. Jaworski, Warszawa 2009

sobota, 16 listopada 2013

Bogini Wolności

Trudno pisać o rzeźbach Viktora Halla, bo żadne słowa nie są w stanie oddać wrażenia, jakie te prace wywierają w tzw. bezpośrednim kontakcie. Toteż kiedy w styczniu 1996 roku, podczas pierwszej wizyty w Kopenhadze, zobaczyłem Boginię Wolności, rzeźbę Viktora Halla stojącą przed głównym wejściem na Christianię, wiedziałem, że musi się ona znaleźć na okładce przygotowywanego wówczas przez mnie „Hiperrealizmu świętokrzyskiego”.

Viktor Hall, Bogini Wolności, Christiania, Kopenhaga
I tak się też stało – Viktor zgodził się na wykorzystanie wizerunku Bogini na okładce książki. Niestety możliwości wydawnictwa, w którym miała się ona ukazać, były mizerne. A okładka wyszła, tak jak wyszła. Przygotowywała ją z niemałym trudem Beata. T. Wróblewska (w moim archiwum zachowała się korespondencja, jaką wówczas prowadziła w tej sprawie z wydawnictwem). 



Bogini nie ma już na Christianii – ideą Viktora Halla (o czym opowiadał mi Grzegorz Wróblewski) było zresztą pozostawienie rzeźby samej sobie i absolutny brak jej konserwacji, tak by tam w spokoju zardzewiała…

Więc na zakończenie zamiast słów kilka obrazów. 

1) Nasze pierwsze spotkanie z Viktorem Hallem, w jego pracowni w Kopenhadze 30.01.1996 roku:

30.01.1996 - K. Jaworski, Viktor Hall (Kopenhaga)
 2) W sierpniu 1999 roku spotkaliśmy się po raz drugi. Te kilka ujęć, które tu prezentuję, to pozostałość tej wizyty. 


Materiał nie jest najlepszej jakości. Ale jaki by nie był. Obok tych rzeźb trzeba po prostu być.

Zainteresowanych pracami Viktora Halla odsyłam na jego profilu na facebooku – tam można zobaczyć kilka rzeźb LINK - między innymi tę widoczną na prezentowanym filmie. 



A o samym Hiperrealizmie, ma się rozumieć, będzie jeszcze...

piątek, 15 listopada 2013

Z Kielc do Kielc

Dziś wpadł mi w ręce kolejny numer kieleckiego pisma "Plotkarka" (o którym już wspominałem - link), a w którym znalazłem jeszcze jedną ciekawą fotografię Andrzeja Lenartowskiego. O, proszę: 


Andrzej Lenartowski, "Plotkarka" 1989, nr 10, s. 6.
(Dwie inne fotografie już się pojawiły na tym blogu tu i tu). 

I z tej niewątpliwej okazji nie pozostaje mi nic innego, jak przypomnieć dziś Z Kielc do Kielc tekst z lipca 1997 roku. W tym miejscu skany z książki Jesień na Marsie 


A tu wersja tekstowa, dla ułatwienia lektury.

Krzysztof Jaworski
Z KIELC DO KIELC
 
Mam czas do soboty, a tu te dwa psy, jeden
wyżej, na balkonie, stoi i szczeka do tego drugiego,
a ten drugi niżej, też stoi, łbem kręci, właściwie siedzi,
ale nie szczeka, no to myślę, co też taki pies musi
sobie kombinować pod sufitem, żeby tak siedzieć, oczywiście
musiał mnie zainteresować ten co nie szczeka, cały ja!,
no to jak przechodziłem obok, to mu rzuciłem: te,
Bertolucci, bo tak mi się przypomniało, myślałem,
że szczeknie, ale nie, skubany, nie szczeknął, jednak
nie mam tego talentu, co Grzesinek, a Grzesinek w
Kopenhadze podchodził do dowolnego psa i mówił mu:
bój się!, nie znalazł się taki, który by nie szczeknął,
a normalnie psy w Kopenhadze nie szczekają, tak że mi
zaimponował, no ale właściwie jest czwartek, więc zaraz
mówię studentom: stawiajcie przecinki, mówię, przed gdyż
stawiajcie, przed aby i ponieważ, przed ale, mówię same
pożyteczne rzeczy, bo staram się jak mogę, nie spędzajcie
mi snu z powiek tymi przecinkami, mówię jeszcze, ale
jakoś tak siedzę, milczę, a zawsze powtarzam, że jak
się zgodziło za psa, to trzeba szczekać, ale co robić?,
no to idę do Andrzeja, Andrzej napisał ostatnio artykuł
o mnie do miejscowej gazety, bałem się już, że go za to
zamknęli, bo się nie odzywał, ale nie, siedzi,
jest, gadamy, godzinę, dwie, mamy o czym, Andrzej
trzyma w piwnicy powieść, 800 stron maszynopisu,
i zawsze go namawiam, żeby wyniósł tę powieść
z piwnicy, mógłby przynajmniej trzymać na balkonie,
on się niby zgadza, z tym, że już 2 lata tak wynosi
i nic, szkoda powieści, mówię, e, co tam, mówi, ja i tak
nie używam balkonu, i dalej gadamy, o jednym i drugim,
o tej sprawie, i o tamtej, że to tak, a tamto znowu owak,
że właściwie nie bardzo wiadomo czy wróble mieszkają
w karmnikach, a nawet jeśli mieszkają, to dlaczego ich
nie widać, kiedy przechodzimy obok, że już prędzej
mieszkają na dworcu centralnym, a w takim razie
co z łabędziami?, a miejscowi mają nas za pedałów,
bo czasem udaje im się usłyszeć:
metaforyka narracji, świat porównań, sens ideowy,
tutaj to naprawdę brzmi podejrzanie, lepiej już być
pedałem, albo mieszkać na dworcu centralnym, a tamten
pies pewnie już sobie poszedł, szkoda z jednej strony
psa, ale z drugiej strony i Andrzeja szkoda, że tak sobie
zaszkodził tymi rozmowami ze mną, mówię mu, ale dalej
gadamy, i patrzymy na wróbla, czy szczeknie, ale nie, nie
szczeknął, no to przerzucamy się na łabędzia, w końcu
jesteśmy wielkimi duchami tej ziemi, w łańcuchu
wielkich duchów tej ziemi: od Mikołaja Reja i Jana
Kochanowskiego poczynając, poprzez Wespazjana
Kochowskiego i Jana Chryzostoma Paska, Walerego
Przyborowskiego i Henryka Sienkiewicza, Stefana
Żeromskiego i Witolda Gombrowicza, no to chyba
mamy prawo trochę sobie pogadać o lesbijkach?,
co za dzień!, 24 godziny i żadnej poezji!, sama proza,
i nikt ni zadzwonił, i nikt nie poprosił o wywiad z pytaniami
w stylu: szanowny Panie, jak w tak krótkim czasie udało się
panu dojść od absolutnie niczego do absolutnie niczego?,
no to idę do domu wesoły jak pies, bo może kiedyś będą
mówić o mnie: o, patrzcie, to ten Jaworski, facet który
stworzył, rozwinął, doprowadził do perfekcji i pogrzebał
świętokrzyską szkołę poezji, ale na razie nic nie mówią,
bo nie mają tego dystansu, Andrzeja przynajmniej oglądają
wycieczki w parku miejskim, dla takiej wycieczki to zawsze
jakaś rozrywka: ruchomy obiekt muzealny między pomnikiem
Staszica a budynkiem seminarium duchownego, nie ma
takiej siły, żeby przemknął niepostrzeżenie, to reszta
dzieje się niepostrzeżenie: wróble na centralnym kłócą się
z łabędziami o karmniki, bezdomni kłócą się z frajerami
o napiwki, moja automatyczna sekretarka kłóci się
z powietrzem i mówi: masz czas do soboty, zaraz, zaraz,
mam czas do soboty?, jak to, do soboty?, do jakiej
soboty?, w dodatku pies na mnie naszczekał jak byłem
mały na ulicy Wesołej, bo to miasto dla twardych ludzi,
albo pływasz, albo cię zagryzą, a właściwie nie na mnie
naszczekał, tylko na moje spodnie, i nie naszczekał, tylko
ot tak sobie zęby pokazał, jak to pies, ale było strachu,
aż mnie musieli uspokajać, byłem tak mały, że nawet
dzwonów nie nosiłem, a więc mam czas do soboty, a Andrzej
też chodził po tej samej ulicy, ale go pies nie obszczekał,
bo to było kilkanaście lat temu, wszędzie królowały
dzwony, i jeśli sobota się potwierdzi, to wychodzi na to,
że mam czas do soboty, Andrzej tam chodził odwiedzać
znajomych, czyli mam bardzo mało czasu, a po jaką cholerę
ja tam polazłem?, aż tu wreszcie Grzesinek zadzwonił,
że też będzie w sobotę, tyle że też go pies dziabnął,
polski pies, ludzie, o co chodzi teraz z tymi psami?,
i wtedy uświadamiam sobie, że nigdy nie nasrał na mnie
wróbel, a Burszta nie przerywa (bo to głos Burszty,
poznałem go po głosie): mam czas do soboty, do przyszłej
soboty, do przyszłej?, cholera, kombinuję, co by tu?, do
soboty?, i nigdy nie nasrał na mnie łabędź!, mam czas do
soboty, mam czas do soboty, i w tak krótkim czasie
doszedłem od absolutnie niczego do absolutnie niczego!,
za to nasrał na mnie gołąb, i uwierzyłem w uniwersalizm
seriali brazylijskich, i wrodzoną inteligencję prezenterek
telewizyjnych, które ubiera firma AMERICAN STYLE,
a rozbiera PAN KAZIO, i uwierzyłem w studentów
bułgarystyki, podróż duchową, życie wewnętrzne, Jana
Kasprowicza, w to, że poczytnymi miesięcznikami nie da się
podetrzeć dupy, gdyż mają za śliski papier, ale dalej nie
chce mi się wierzyć, że mam czas do soboty, i moi drodzy,
jak by na to nie patrzeć, do soboty nie dam rady!, tu
widocznie musiał zajść we mnie jakiś proces myślowy,
bo coś powiedziałem, dokładnie nie pamiętam
co, ale w tym miejscu to nie jest istotne.
 
[20 lipca 1997]
Krzysztof Jaworski

Krzysztof Jaworski, Z Kielc do Kielc [wiersz], w: Jesień na Marsie, Legnica 1997, s. 15-18.

niedziela, 10 listopada 2013

Spotkania artystyczne wybrane

Dziś z cyklu spotkania artystyczne wybrane - nasze pierwsze spotkanie z Januszem Tyrpakiem, w Kopenhadze 1 lutego 1996 roku. 

Kopenhaga 01.02.1996. Od lewej: NN, Grzegorz Wróblewski, Janusz Tyrpak, ja.
A już kilka dni później zrodził się pomysł wspólnego wydania "5 poematów" – moich poezji i grafik Janusza – ponieważ o "5 poematach" będzie jeszcze, szczególnie, że właśnie zaczęliśmy wspólnie pracę nad ich cyfrowym wydaniem - nie będę się na ich temat  specjalnie rozpisywał. Dlatego pozwolę sobie zakończyć ten wpis prezentacją obrazu, który Janusz wręczył mi podczas kolejnego spotkania w roku 2003: 



Zainteresowanych ostatnimi projektami Janusza Tyrpaka odsyłam na przykład pod ten adres LINK, tam można obejrzeć prezentację jednej z ostatnich publikacji.



No i o "5 poematach" będzie jeszcze...